Rymanowski szczerze o odejściu z TVN. "Zarabiałem świetne pieniądze"

Dodano:
Dziennikarz Bogdan Rymanowski na prezentacji ramówki Polsatu Źródło: PAP / Marcin Obara
Bogdan Rymanowski wrócił do kulis swojej decyzji o odejściu z TVN. Dziennikarz przyznał, że miał w stacji bardzo dobrą pozycję i wysokie zarobki, ale po latach poczuł potrzebę zmiany.

Bogdan Rymanowski przez wiele lat był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy TVN i TVN24. Ostatecznie zdecydował się jednak na odejście i przejście do Polsatu. W rozmowie z "Vivą!" podkreślił, że za jego decyzją nie stał konflikt ze stacją ani niezadowolenie z warunków pracy.

– Wiem, że miałem tam super pozycję, byłem doceniany i zarabiałem świetne pieniądze. Ale w pewnym momencie poczułem, że chciałbym jeszcze zawodowo doświadczyć czegoś innego. Dlatego osiem lat temu podjąłem decyzję, z której jestem bardzo zadowolony, o zmianie stacji. Przeszedłem do Polsatu – powiedział.

Później przyszły kolejne zawodowe zmiany. – Potem przyjąłem propozycję z Radia ZET i wróciłem do zawodowych korzeni, a na koniec spróbowałem czegoś zupełnie nowego i założyłem Rymanowski Live, kanał na YouTubie – dodał.

Przejście do internetu dało Rymanowskiemu możliwość prowadzenia rozmów w formule, na którą nie zawsze mógł sobie pozwolić w tradycyjnych mediach. Na swoim kanale może zapraszać nie tylko polityków, ale także aktorów, sportowców, artystów czy przedstawicieli innych środowisk. Rymanowski przekonuje, że brak presji czasu pomaga również jego rozmówcom. Dłuższa rozmowa daje możliwość rozwinięcia wątków, a goście z czasem stają się bardziej otwarci. Dziennikarz nie ukrywa przy tym, że taki format odpowiada jego charakterowi.

– Ja naprawdę lubię gadać. Moja żona Monika się śmieje, że jeśli po śmierci trafię do czyśćca, to największą karą, a nawet męką piekielną, będzie dla mnie nakaz milczenia – żartował.

Chciał zostać piłkarzem. Nie przyjął go żaden klub

Pierwszym zawodowym marzeniem Rymanowskiego była piłka nożna. Jak wspomina, próbował dostać się do trzech krakowskich klubów, ale żaden nie zdecydował się go przyjąć. – A jeszcze wcześniej chciałem być piłkarzem, ale nie przyjęto mnie do żadnego z trzech krakowskich klubów. W związku z tym musiałem skończyć liceum i iść na studia – opowiadał.

Z dystansem wspomina również maturę. Szczególnie jeden przedmiot sprawił mu problemy. – Musiałem, ale to cud, że mi się udało. Do dzisiaj dziękuję mojej profesorce od matematyki, pani Cięciwie, że na maturze popatrzyła na mnie łaskawym okiem i postawiła mi trójkę – mówił.

Ostatecznie zdecydował się na studia prawnicze. Jak tłumaczy, wybór miał związek również z jego działalnością opozycyjną pod koniec PRL. Rymanowski pod koniec lat 80. działał w opozycji i zajmował się wydawaniem podziemnej prasy. Był redaktorem naczelnym "Biuletynu Młodzieży Walczącej". – Uważam, że nie trzeba kończyć dziennikarstwa, żeby być dziennikarzem, ale trzeba je praktykować. A ja praktykowałem od wczesnych lat, bo pod koniec lat 80., gdy działałem w opozycji, wydawałem nielegalne gazetki – wspominał.

Prawo miało natomiast dać mu wiedzę przydatną w przypadku zatrzymania przez ówczesne władze. – Prawo studiowałem, bo była we mnie dusza bojownika o prawa człowieka, a poza tym chciałem walczyć z komuną i mieć w zanadrzu wiedzę na temat paragrafów, które mógłbym przywołać, gdyby mnie aresztowano – powiedział.

Po zmianie ustroju wystartował w konkursie na reportera Radia Kraków i dostał się na staż. Tam spotkał Edwarda Miszczaka, który zaproponował mu przejście do powstającego prywatnego radia. – "Co tu się będziesz męczył. To jest radio państwowe i ono jest już passé. Ale tworzymy nowe świetne radio prywatne" – miał powiedzieć mu Miszczak. Tak Rymanowski trafił do RMF. Pierwszy serwis informacyjny przeczytał 17 października 1990 roku, dokładnie w swoje urodziny. – Wsiąkłem na amen – podsumował.

Źródło: "Viva!"
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...